Wystawa wspomnień„Czuję, że już po mnie!”. Torba z bibułą i rewizja w autobusie

„Czuję, że już po mnie!”. Torba z bibułą i rewizja w autobusie

Studenci KUL-u, którzy przyszli pieszo z Lublina do Częstochowy na spotkanie z Janem Pawłem II. Władze PRL przez wiele dni zwlekały z realizacją obietnicy podstawienia specjalnego pociągu dla KUL-u.
Studenci KUL-u, którzy przyszli pieszo z Lublina do Częstochowy na spotkanie z Janem Pawłem II. Władze PRL przez wiele dni zwlekały z realizacją obietnicy podstawienia specjalnego pociągu dla KUL-u. / Źródło: Archiwum autora
Dodano
- Nie należałem ani do ludzi, dla których stan wojenny był czymś „obok”, ani do tych, którzy tkwili po uszy w konspirze. Kilka razy jednak stan wojenny dał o sobie znać w moim życiu - pisze nasz czytelnik.

1) 13.12. 1981 z inicjatywy przyjaciół mieliśmy odbyć coś na kształt spaceru-pielgrzymki z Lublina – gdzie studiowaliśmy, moja przyszła żona i ja – do Wąwolnicy.

Intencją tego zdarzenia miała być modlitwa naszych znajomych za nas, narzeczonych, mających 31.12.1981 stanąć przed ołtarzem.

O stanie wojennym dowiedzieliśmy się na dworcu PKP. Nie zrezygnowaliśmy z naszych zamiarów… W godzinach wczesnowieczornych, z trudnościami, powróciliśmy do Lublina. Od razu skierowaliśmy swe kroki na ul. Królewską, gdzie mieściła się siedziba Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego Solidarności. Tłum gęstniał, była to pierwsza demonstracja w stanie wojennym w Lublinie… Zostaliśmy zepchnięci do jednej z bocznych uliczek.

Czytaj także:
Pobity za obronę medalika. Tego opozycjonisty nie umieli złamać

Wydaje się, że uniknęliśmy spałowania, bo tłum zachowywał się spokojnie i, o ile pamiętam, trochę z inspiracji naszej grupki - śpiewał, huczał „Jeszcze Polska nie zginęła”…

2) Jak już napisałem nasz ślub miał się odbyć 31.12.1981. Na Śląsk, do Katowic, dotarłem z Lublina nad ranem 17 grudnia. Było to dzień po „Wujku”… Atmosfera w pociągach, na mieście gęsta, nieznośna. Podjęliśmy bez żadnych dyskusji decyzję o przełożeniu ślubu i wesela o ponad miesiąc. Na obrączkach pozostała wygrawerowana data 31.12.1981.

3) Nie pamiętam dokładnej daty. Na Złotej, u Dominikanów, odbywały się rekolekcje, chyba wielkopostne…

Należałem do osób, które były dość widoczne podczas tych rekolekcji: służyłem do Mszy św., wręczałem w imieniu uczestników kwiaty rekolekcjoniście, o. Jackowi Salijowi…

Nie wiem, co bezpieka chciała sprowokować: przemieszczając się biegiem (śpieszyło mi się na trolejbus) nagle usłyszałem, gdzieś niedaleko mnie, brzęk rozbijanej szyby wystawowej, tupot nóg, a w pewnym momencie okrzyki: „Stój, bo strzelam!”. Gdy odruchowo zatrzymałem się dotarło do mnie, że chodzi o moją osobę...

Dwóch esbeków wykręciło mi ręce i zaprowadziło do większej grupy tajniaków. Zażądali wylegitymowania się. W tym momencie pojawili się ludzie powracający z tychże rekolekcji. Temperamentnie wstawili się za mną i chyba w ten sposób zapobiegli zabraniu moich dokumentów. Pamiętam, że jedną z najgłośniej protestujących osób był śp. Janusz Krupski…

4) I jeszcze raz Lublin, znów bez konkretnej daty… Wiozłem w torbie materiały do „SPOTKAŃ”, miałem je komuś przekazać. Nagle nieopodal mnie krzyk: „złodziej, ukradziono mi portfel!” Trwa zamieszanie… Po chwili kierowca komunikuje: „Nikogo nie wypuszczam, jedziemy sprawę wyjaśnić na komendę MO na Czechów, już tam złodzieja się odnajdzie”. Robi mi się coraz cieplej… Cała torba materiałów…

Wjeżdżamy do milicyjnej fortecy, czyli Komendy Wojewódzkiej MO. Autobus zatrzymuje się na podwórzu… Czuję, że już po mnie! Wtem okrzyk: „Jest, jest portfel!”. Ulga ogromna, po chwili wyjeżdżamy…

Eugeniusz Włoczyk

O północy z piątku na sobotę (11 na 12 października) rozpoczyna się cisza wyborcza
[Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (Dz. U. z 2017 r. poz. 15)], która potrwa do końca głosowania w niedzielę (13 października). Zakaz obowiązuje także w internecie, w związku z czym, w trakcie ciszy wyborczej w portalu DoRzeczy.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy.