Wystawa wspomnień„Z dubeltówkę pod pachą pognałam na MO"

„Z dubeltówkę pod pachą pognałam na MO"

Wojciech Jaruzelski ogłasza wprowadzenie stanu wojennego
Wojciech Jaruzelski ogłasza wprowadzenie stanu wojennego / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
„ZOMO tłucze pałkami z lubością. Ludzie pryskają z samochodów. Scenki jak z wojennego filmu. W ciężarówce ponoć gaz!” - pisała w listach matka naszej czytelniczki.

13 grudnia 1981 czekałam w szpitalu na operację. Zamiast pielęgniarki z termometrem obudził mnie telewizor włączony na korytarzu. Grupa pacjentów w piżamach zastygła przed ekranem. Pamiętam znużony głos Generała i rzędy baretek na mundurze. Za oknem zima. Pustą aleją Żwirki i Wigury jechał opancerzony SKOT.

Mój ojciec, Jan Dowgiałło, geolog i działacz Solidarności, był wtedy w Jemenie. Na zlecenie Światowej Organizacji Zdrowia szukał tam wody pitnej. Wyjechał na dwa miesiące, miał wrócić na święta Bożego Narodzenia. W warszawskim mieszkaniu została Mama z trójką dzieci. Jaś dopiero uczył się chodzić, Joasia była w szóstej klasie, ja - dla bliskich Beta - miałam 18 lat. Dorota, najstarsza, już wyprowadziła się z domu. Mieszkała z nami Ciocia, która wychowała Tatę i jego brata. Krzysztof Dowgiałło zaangażowany był w Solidarność na Wybrzeżu.

Czytaj też:
Prześlij nam swoje wspomnienia ze stanu wojennego!

Kiedy Tata wyjeżdżał, Mama pisała do niego listy. Obszerne, na raty, z kilkoma datami, a pod każdą krótki raport z dnia. Przewiązane sznurkiem przetrwały w pudełku po butach. Także te opisujące pierwsze dni stanu wojennego. Atmosferę. Gorączkowe dzielenie się informacjami. Trasy pokonywane codziennie i wielokrotnie - na piechotę albo Fiatem 126 p. Rewir między mieszkaniem na Filtrowej, szpitalem na Banacha, Anią Komorowską - żoną przyszłego prezydenta RP - na Batorego, Dziaduniami na Powiślu, Zakładem Nauk Geologicznych PAN na Żwirki, w którym zatrudniony był Tata.

Pismo jest pochyłe, równe. Długopis niebieski. Marginesy szczelnie wypełnione.


12 grudnia, sobota

Byłam u Włodka. Golnęłam whiskacza, wrzuciłam parę orzeszków i zobaczyłam kilka osób. E. bardzo postarzała psychicznie i fizycznie, jakaś chuda i zgarbiona. Małomówna. Balala niezmiernie serdeczna – liczysz się jako chluba rodziny. Pojeździła po zięciu i synowej, pokrakała cytatami z Rakowskiego, który jak się okazuje jest uczciwym patriotą i straszy, a raczej przestrzega. Relacjonowała forum dziennikarskie, na którym bardzo pięknie występował Leś M. Radiokomitet ma w najbliższym czasie ulec generalnej reorganizacji. Andrzej B. jak zwykle zadowolony z siebie, aczkolwiek mocno przestraszony.


13 grudnia, niedziela

Rano, około 7, dzwonek do drzwi. W progu zdyszana Kasia: stan wyjątkowy, telefony zerwane, na Rakowcu czołg. Pędzi na Politechnikę zawiadomić strajkującego brata. W radiu nudnym głosem Jaruzelski mówi o rzeczach strasznych. Stan wojenny. Jeszcze uszom nie wierzymy. „Wolna” już podaje o blokadzie milicyjnej Mazowieckiej1. O północy wyprowadzono stamtąd i wywieziono sporą grupę osób, z Krzysztofem Śliwińskim na czele. Działacze z Gdańska (Komisja Krajowa miała obradować całą noc) internowani. Biegnę na 9 do kościoła. Śpiewy zamiast kazania. „Od powietrza, głodu, ognia i wojny…”. Milicjanci chodzą piątkami, wojskowi też.

Autobusy i tramwaje kursują. Dzień piękny, słoneczny. Śnieg czysty, lekki mrozik, tylko wiatr ostry. W domu Joasia przerażona relacjami. W radiu w kółko Jaruzel i Chopin w duecie. Jadę z nią do Bety, która czeka na Banacha na operację. Tam tłum młodzieży. Wracamy po „kółko” do chodzenia dla Jasia i jadę do Bronków. Oczywiście wzięli go zaraz po północy z nakazem aresztowania do Białołęki. Ania dzielna. Na Rakowieckiej blokada – pancerki chronią szpital, więzienie i budynek MSW. Zawracamy klnącym szeregiem samochodów. Czerwony moskwicz zarył w śniegu przy Alei Niepodległości. Wyskakuje z niego żołnierz, męczy się z przepychaniem. Poprawia to samopoczucie. Szyby marzną, źle widzę.

Dziaduniowie zdenerwowani. Mamusia wściekła na głupotę i brak przezorności. Łatwowierność i łatwość wykołowania totalnego. Na większych skrzyżowaniach ulic pancerki i żołnierzyki regulujące ruch. Raczej zabawne to niż groźne. Ogłaszają zamknięcie CPN-ów dla samochodów prywatnych. Rzednie mi mina, bo benzyny mam mało. Tatuś zasnął przed telewizorem – jeden program; muzyka i komunikaty. Spikerzy w mundurach. Cały Radiokomitet i pracownicy radia i TV dostają urlopy bezterminowe. Wybrani spikerzy (Stefanowicz się jąka, przerażony) sztywno odczytują komunikaty. Mamusia daje mocną kawę.

Tomek przyniósł trochę wiadomości: że Wałęsa wolny, że na jutro zaplanowany strajk. Podgonił chemię z Joasią i pognał do domu. Sąsiad z góry miło akcentuje swą obecność i gotowość pomocy.

Wieczorem Zula i Staś, Andrzej z Bisią. Razem słuchamy dziennika. Nastrój pełen napięcia. Z dziennika wynika, że przez pocztę mogę do Ciebie telefonować. Jutro pędzę. Powinnam dziś oddać broń myśliwską i zameldować Ciocię. Wszystko jest dopracowane w szczegółach – nie dziwi, że nie mieli czasu na nic innego. Cały wysiłek na udupienie kraju.


14 grudnia, poniedziałek

Od rana kłopoty z pieczywem, bo ludzie kupują po 10 bochenków. Pognałam z bronią palną pod pachą zdać dubeltówkę na MO. Dwie godziny w ogonku dość odważnie rozmawiającym, ale daje się wyczuć te „oni”, a nie „my” w stosunku do Solidarności. Inna rzecz, że specyficzne miejsce i ludzie. Milicji moc, biegają jak nakręceni. Jakieś młode chłopaki, chyba z wojska, ani śladu przygnębienia sytuacją.

W „meldunkach” ogon kosmiczny, wszyscy gwałtownie regulują sprawy meldunkowe. Oczywiście nie da się tego załatwić za pierwszym podejściem. Jadę do szpitala, bo książeczkę zdrowia trzeba przedłużyć. Beta blada, przestraszona jutrzejszą narkozą i operacją. Ostatni moment, bo szpital nie przyjmuje nowych pacjentów, starych wyrzucają. Robią miejsce, na wszelki wypadek. W Zakładzie stempluję książeczkę zdrowia. Pan J. grzeczny, ale sam, bo panie z administracji stoją po chleb. Za to w szpitalu wszyscy stali po szampon rumiankowy w kiosku. Na uniwersytecie lista osób aresztowanych, bardzo jeszcze niepełna. Ostatnie wiadomości przed zarekwirowaniem maszyn i powielaczy - poligrafii z Mazowieckiej. Cały dzień gnębi mnie niepokój. Żebyś tylko nie wrócił z lęku o nas.

Od 14 do 16,30 stoję w kolejkach. Zdobywam kiełbasę i rybę (ostrobok!). Tylko chleba wciąż brak. Szkoła zawieszona do 3 stycznia, jak wszystkie szkoły w kraju. Po południu powiozłam kompot do szpitala. Potem na Pocztę Główną z zamiarem telefonowania do Jemenu. Oczywiście wiadomości DTV o takiej możliwości są fałszywe. Blokada całkowita, żadnych telefonów, telegramów, korespondencji.

W radio i TV żargon lat pięćdziesiątych. W nocy szykuje się rozprawa z dużymi zakładami, które strajkują lub zamierzają strajkować. Stare kobiety poją herbatą żołnierzy zostawionych bez zmiany na mroźnych posterunkach. Wdzięczni, bo nie zorganizowano im kuchni polowych. Więc i ta machina zgrzyta. Dolly uzbrojona w szczoteczkę do zębów powędrowała (na wezwanie) do Pałacu Mostowskich. Oczywiście nie wróciła.

15 grudnia, wtorek

Rano galop po meldunek dla Cioci, tym razem załatwiony bez problemu.W Zakładzie informacje o stanie strajkowym na terenie kraju + lista osób aresztowanych. Przyzwoita opinia rektora UW2 o sytuacji, określonej jako „nieszczęście”. Ploteczki i plotki, z których wynika zagrożenie dla Ciebie. Pędzę do szpitala.

Koło 17 ląduję u Rodziców. Babunia z umytą głową, o białej lasce. Wymiana wiadomości. Dziennik: Ursus zmilitaryzowany, strajki rozpędzone. Uczestnicy protestów wywiezieni z Biblioteki Narodowej, z Pałacu Staszica, Instytutu Geologii. Świerczewski upupiony, Huta też. Górnicy zjechali na dół i okupują, podczas gdy góra zajęta przez wojsko (?). Nowa Huta czeka na atak z desantem z góry. Stocznia Szczecińska wzięta, Stocznia Gdańska strajkuje, gotowa do walk. Do niej zwiali Lis, Gwiazda, Jurczyk i Bujak. Ten ostatni wrócił jednak do swoich, ale w Ursusie go wygarnęli.

Dorota omal nie oberwała pałką pod św. Krzyżem, gdzie tłum wiwatował aresztantów z Pałacu Staszica. ZOMO tłucze pałkami z lubością. Ludzie pryskają z samochodów. Scenki jak z wojennego filmu. W ciężarówce ponoć gaz! Na UW komisarz rządzi. Aresztowano Wajdę? W domu państwo G. z jajkami dla małego, Zula i Staś, zdenerwowana Ciocia, plus Dorota z Michałem. Zatrzymuję ich na noc, bo godzina policyjna tuż. Jadą jutro na Wybrzeże.


16 grudnia, środa

Nie pojechali, bo Dorota posiała dowód osobisty. A od rana zakaz opuszczania miasta i poruszania się bez przepustki poza miejsce zamieszkania. Wieczorem u Ani Bronkowej. Trzyma się dzielnie, aczkolwiek widocznie zdenerwowana. Dużo osób ją odwiedza i pomaga. Stamtąd galop przez pola Mokotowskie do szpitala. Trochę miałam stracha w śniegu i ciemności. Wracamy z Joasią na piechotę. Jest przepięknie, bo drzewa oszronione w śniegu. Na Żwirki straszy kolumna czołgów. Humory mamy znakomite pomimo grozy sytuacji. Ślizgamy się na resztkach (dosłownie) butów. Ponoć szykuje się na jutro prowokacja z wiecem i Mszą św. u św. Krzyża. Solidarność zarządza świeczki w oknach między 20 a 21 i siedzenie w domu.

17 grudnia, czwartek

Od rana w galopie. Dzięki Cioci mogę się ruszać. Wieziemy wspaniałą paczkę od Ciebie dla Dziaduniów. Hojna, pierwszego gatunku, najlepsza z możliwych. Mamusia szczęśliwa. Tatuś odległy, nie bardzo kontaktuje, zmartwiony sytuacją i zdezorientowany. Pędzimy do Bety głodnej i nieszczęśliwej. Jutro wypisują ją za szpitala. Wracamy z Tomkiem pełni złych, groźnych wieści o Śląsku, o Gdańsku. Jadę jeszcze do Ani, ale zawracam, bo gaśnie światło w całej dzielnicy i robi się niemiło. Mróz silny, minus 15 stopni. W domu kierat. Ciągle ktoś wpada. Była pani Hania z Zakładu, wpadła Anka B., niezmiernie wojownicza. Poprzedniego dnia wiadomości o ofiarach w kopalni Wujek – 7 zabitych, wielu rannych - i o zamieszkach na Wybrzeżu. Ile w tym prawdy? Wystawiamy świeczkę.

18 grudnia, piątek

W dzienniku TV grom z jasnego nieba – na Wybrzeżu aresztowano Krzysztofa za namawianie do strajku. Tryb doraźny. Sprawa fatalna. Ciocia w nerwach.

19 grudnia, sobota

Masa ludzi wpada dowiedzieć się o Krzysztofa. Od rana 13 osób.Sąsiad z góry odkopał mi samochód. Panie z Radomia z plotkami od Cioci Zity. Przyszła Helenka R. z rybami, tym razem kocha i broni nie Gierka, a Jaruzelskiego. Jeszcze chwila, a oddałabym tego karpia w czorty. Hanka W. zatroskana o chłopaków na uczelniach. E. też boi się o synów. Złe prognozy dla ATK-u3. Antek R. jak zwykle smętny – miło, że wpadł. KIK 4 zamknięty. Paczka od Ciebie i upominek od Włodka - butelczyna i mięso z kością – wspaniale! Był Bartek K. i Tomek. Ciocia milcząca. Mały nie śpi. Nie mogę nie myśleć o Tobie.

23 grudnia, środa

Zjawiła się Dorota z Michałem. Mieli dużo mocnych wrażeń w ciągu trzech dni. Głupim szczęście sprzyja… Krzysztof broniony przez dobrego adwokata, Kończę. Trochę to nam poprawia humory. Ciocia odżyła.

Dziś znów masa ludzi. Szczyt stanowiła Misia z Zakładu, która przyniosła dwie kostki masła i serki topione! Nie liczę młodzieży. Co parę dni wpada ktoś z Zakładu. Ks. Zbynio zaczepia Joasię, aby powiedzieć, że się modli za Tatę. Ogromna fala życzliwości. Święta będą smutne bez Ciebie i bez choinki – brak benzyny zastopował transport. Dantejskie sceny przy nielicznych samochodach z drzewkami. 1200 zł. zapłaciła pani W., ale i tego nie ma. „Wojsko nie jest po to, żeby się szarpać z motłochem” – usłyszałam pod Halą Mirowską. Ha, trudno widocznie sądzone, żeby Mały miał pierwszą choinkę z Tobą. A w tym roku (jak Tata) udekorujemy fikusa. 1700 górników pod ziemią – to dzisiejsze dane oficjalne. 60 profesorów, z Gieysztorem i Kieniewiczem, radzą z Jaruzelskim. Świąteczne paczki ze słodyczami - pogrobowiec Solidarności - odebrałam z Zakładu. Prasę bojkotuję, bo niemożliwa.

Tłumy przelewają się przez dom, jakby brak czasu i samochodów odblokował ludzkie uczucia i pozwalał wybrać sprawy ważne.

Anna Dowgiałło

Elżbieta Strzałkowska

1 Zarząd Regionu Mazowsze NSZZ Solidarność.

2 Henryk Samsonowicz

3 Akademia Teologii Katolickiej

4 Klub Inteligencji Katolickiej

Zapraszamy do dzielenia się wspomnieniami ze stanu wojennego. Teksty można przesyłać na adres: muzeumwspomnien@superhistoria.pl

 0