WspomnieniaZemsta SB za odrzucenie roli TW

Zemsta SB za odrzucenie roli TW

Szczecin, 12.1981. Stan wojenny
Szczecin, 12.1981. Stan wojenny / Źródło: PAP / Jerzy Undro
Dodano
O wezwaniu na MO powiadomiłem zarówno rodzinę, jak i znajomych, w tym tych z NZS. Obawiałem się zdrady, zwłaszcza ze strony nowo poznanych osób z konspiracji, która groziła wówczas poważnymi sankcjami prawno-karnymi.

Jestem rdzennym sosnowiczaninem z rodzinnymi tradycjami patriotycznymi i niepodległościowymi. Urodziłem się 13 grudnia 1960 r. w Sosnowcu. Dorastałem w czasach rządów tow. Gierka, gdy jego rodzinne miasto Sosnowiec cieszyło się szczególnymi względami. Jednocześnie stało się obszarem nasilonej akcji propagandowej. Dla mnie jako ucznia oznaczało to bycie pod presją ideologicznej indoktrynacji, przymusowy udział w licznych spędach młodzieży na partyjne wiece i powitania tow. Gierka, czy nawet tow. Breżniewa, które zwykle odbywały się w Parku Sieleckim pod Pomnikiem Czynu Rewolucyjnego. Obrzydzono mi nawet harcerstwo, gdy utworzono HSPS i zawieziono nas na miejsce budowy Huty Katowice do Łośnia, gdzie kazano tłumom młodzieży witać tow. Gierka i Breżniewa, skandować hasła, itp.

Po rozpoczęciu studiów w październiku 1981 aktywnie brałem udział w wydarzeniach tamtego czasu. Najgłośniejszym z nich był lokalny protest po milicyjnej prowokacji pod KWK Sosnowiec, gdzie rozpylono toksyczne substancje chemiczne, zagrażające zdrowiu i życiu protestujących górników. W proteście oprócz studentów czynny udział brali też prominentni wykładowcy i pracownicy naukowi, oburzeni eskalacją i drastyczną formą oraz skalą przemocy i zastosowanych wobec bezbronnych ofiar środków. Był to przedsmak tego, co wkrótce miało nadejść.

Na przełomie listopada i grudnia 1981 r. rozpoczęły się strajki studenckie. Na Wydziale Filologicznym w Instytucie Polonistyki objęły one budynki przy ul. Bieruta i Zegadłowicza. Forma była rotacyjna, a później okupacyjna, ze spaniem na styropianie w budynku przy ul. Bieruta, włącznie. Przyłączyłem się do strajku w fazie rotacyjnej, przychodząc ze śpiworem na wyznaczone przez komitet strajkowy dyżury. Trzymałem też wartę w budynku przy ul. Zegadłowicza (budynek byłego LO im. B.Prusa).

Ominęło mnie aresztowanie strajkujących po 13 grudnia, gdyż nie było mnie wówczas na terenie obiektów wydziału.

Czytaj także:
Szukamy najciekawszych wspomnień ze stanu wojennego

Zgodziłem się na przystąpienie do konspiracji. Wyjaśniono mi, że organizacyjnie jest to system trójkowy, to znaczy ja współdziałam z jednym kolegą, a nad nami jest trzeci. Do moich zadań należało zdobywanie informacji o rozwoju sytuacji, w tym przygotowanie listy proskrypcyjnej z adresami zamieszkania funkcjonariuszy i urzędników publicznych z terenu miasta. Nie wyjaśniono mi celu zbierania tych danych. Wiemy, gdzie mieszkasz – można by to spuentować. Powierzono mi również przepisywanie na maszynie do pisania ulotek i innych tekstów opozycyjnych, bowiem w trakcie nauki w PSE odbyłem kurs maszynopisania – w tym szybkiego pisania bezwzrokowego. Aktywnie podjąłem się realizacji zleconych mi zadań, kontynuując również działania własne.

Reakcja władz nastąpiła w styczniu 1982 roku. Do domu przyszedł cywil w kożuszku i wręczył mi pisemne wezwanie do stawienia się w Miejskim Urzędzie Spraw Wewnętrznych w Sosnowcu z podstawą prawną dekretu o wprowadzeniu stanu wojennego. Na druku brak było określenia w jakim charakterze mam się stawić, ale była data i godzina oraz miejsce - Komenda Miejska MO, nazwana wówczas Miejskim Urzędem Spraw Wewnętrznych w Sosnowcu. O wezwaniu powiadomiłem zarówno rodzinę, jak i znajomych, w tym tych z NZS. Obawiałem się zdrady, zwłaszcza ze strony nowo poznanych osób z konspiracji, która groziła wówczas poważnymi sankcjami prawno-karnymi.

Poproszono mnie do dużego gabinetu. Za biurkiem siedział mężczyzna w garniturze, brunet, śniada cera, w średnim wieku. Spytał mnie, a raczej stwierdził, że jestem studentem polonistyki drugiego roku, czemu zaprzeczyłem, mówiąc że dopiero rozpocząłem studia. Spytał mnie następnie o przynależność do jakichś organizacji. Odparłem, że zapisałem się do NZS wraz z rozpoczęciem studiów i że ta organizacja studencka przysłała mi zaproszenie, w przeciwieństwie do tej drugiej, popieranej przez władze, więc skorzystałem z zaproszenia tego, kto je przysłał. Następnie pytał mnie o fakt uczestniczenia w strajku studenckim w grudniu 1981. Potwierdziłem swój udział, tłumacząc, że byłem jednym z wielu i że podobnie jak NZS, tak i strajk był wówczas legalny.

Ponieważ brak było pytań o moją aktualną działalność konspiracyjną, uspokoiłem się i stałem się rozmowny na tematy przeszłości, chcąc odwrócić uwagę od sytuacji aktualnej. Moja postawa została widać opacznie zrozumiana przez tego cywila, bo zaczął bardziej przyjaźnie i mniej oficjalnie mówić o sobie i o sytuacji w kraju. Powiedział, że jest opiekunem sosnowieckich studentów, że jest patriotą i władze muszą wiedzieć dla dobra samych studentów, jakie panują wśród nich nastroje i dokąd zmierzają.

Moja otwarta postawa spodobała się do tego stopnia, że zaproponowano mi podjęcie współpracy w charakterze TW. To już było za wiele i ponad moje siły. Wymagało też podpisania zobowiązania do współpracy, na co nie byłem w stanie się zgodzić. Uspokoiłem się i spytałem, kiedy otworzą uniwersytety, na co usłyszałem, że już niedługo, ale nie wszyscy wrócą na studia. Stanęło na tym, że nie zostałem TW, wykręcając się, że mało kogo znam. Padła też propozycja, że może później do mnie zadzwonią, jak się zastanowię, ale odparłem, że może to ja się z nimi skontaktuję, co wywołało konsternację.

SB jest jednak mściwe i mój drwiąco-niefrasobliwy stosunek wobec władz źle się dla mnie skończył już wkrótce. Otóż po wznowieniu zajęć w lutym 1982, wytworzono wokół mnie tak podejrzliwą atmosferę, zarówno ze strony studentów, jak i niektórych pracowników naukowych, szczególnie tych młodszych, że nie wytrzymywałem tego do tego stopnia, że skończyło się to uzyskaniem urlopu zdrowotnego od wiosny 1982 r.

Nadal kontynuowałem działalność opozycyjną. Z ramienia podziemnego NZS brałem m.in. udział w składaniu wiązanki kwiatów i odśpiewaniu hymnu na miejscu tragedii pod KWK Wujek w miesięcznicę wydarzeń 16 maja 1982 r. Podkreślam, że byłem tam członkiem delegacji NZS. Po tym wydarzeniu ostrzegano mnie, że byliśmy fotografowani przez SB, ale nie odnotowałem z tego powodu żadnych sankcji. Natomiast dopiero obecnie w katowickim IPN wiosną 2017 r. dowiedziałem się, że w tym dniu odbyły się masowe aresztowania i represje wobec innych grup upamiętniających tego dnia tragedię pod Wujkiem. Mogę się tylko cieszyć, że tego uniknąłem.

W 1982 r. brałem też udział w demonstracji latem (sierpień) w Katowicach, gdzie były zamieszki i gazowanie ludzi w Kościele na ul. Mariackiej. Spotkałem wtedy sąsiada z klatki obok, który odbywał służbę wojskową i patrolował ul. 3 Maja, ostrzegając mnie przed udziałem w zamieszkach.

Pierwszy rok stanu wojennego, tj. grudzień 1981-1982 to działalność opozycyjna we współpracy z podziemnymi strukturami NZS oraz podziemną Solidarnością z sosnowieckich zakładów pracy Huta im. M. Buczka oraz Fabryki Kotłów Przemysłowych FAKOP. Od jesieni 1982 r. do jesieni 1984 r. korzystałem też na bieżąco ze współpracy ze strukturami podziemnej Solidarności w zakładach Szkłomont i Szkłobudowa w Sosnowcu, a zwłaszcza pracowni kreślarskiej Szkłomont. Było to kolportowanie ulotek, biuletynów, jak i udział w wydarzeniach pod patronatem Kościoła: msze za ojczyznę oraz udział w patriotycznych teatralnych i parateatralnych spektaklach organizowanych w kościelnych budynkach. W trakcie tych wydarzeń zdarzały się najścia funkcjonariuszy SB, legitymowanie i zatrzymywanie uczestników. Byłem np. naocznym świadkiem aresztowania K. Świtonia w trakcie mszy za ojczyznę w Kościele Oblatów na katowickiej Koszutce.

Jerzy Fila, Sosnowiec

Zapraszamy do przesyłania wspomnień ze stanu wojennego. Najciekawsze teksty i zdjęcia opublikujemy w naszym portalu. Wspomnienia można przesyłać na adres: muzeumwspomnien@superhistoria.pl.

Więcej wspomnień