Śmiechem w komunęFarbą w komunistycznych sędziów. Akcje specjalne opozycji w PRL

Farbą w komunistycznych sędziów. Akcje specjalne opozycji w PRL

Jedna z akcji Pomarańczowej Alternatywy. Uczestnicy stworzyli napis
Jedna z akcji Pomarańczowej Alternatywy. Uczestnicy stworzyli napis "PRECZ Z (U)PAŁAMI" 1988 r. / Źródło: Wikimedia Commons / Piotr Lewiński -http://pomaranczowa-alternatywa.republika.pl
Dodano
Niecodzienne akcje opozycjonistów w dosadny sposób obnażały absurdy władzy komunistycznej, ukazując przy okazji jej bezsilność. Niektóre z nich wyrządzały komunistom realne szkody, jak choćby te wymierzone w czerwonych sędziów.

Adam Gaafar

Na początku lat 80. powstał we Wrocławiu oddolny ruch antykomunistyczny, znany jako Pomarańczowa Alternatywa. Członkowie grupy wywodzili się przede wszystkim ze środowisk studenckich, a organizowane przez nich akcje szybko stały się symbolem sprzeciwu wyrażanego za pomocą ironii. Chociaż największa aktywność ruchu przypadała na schyłek PRL-u, już w czasach stanu wojennego można było spotkać na murach największych polskich miast charakterystyczne rysunki krasnoludków – znak rozpoznawczy Pomarańczowej Alternatywy.

Nieformalnym przywódcą ruchu był pochodzący z Torunia Waldemar Fydrych, posługujący się pseudonimem „Major”. Ksywa ta miała nawiązywać do faktu, że Fydrych często występował i fotografował się w mundurze majora Armii Radzieckiej. Ponadto lider grupy nadał jej podstawy ideologiczne, głosząc tzw. teorię surrealizmu socjalistycznego. Zgodnie z jej założeniami peerelowska rzeczywistość była tak irracjonalna, że nabierała przez to cech dzieła sztuki. Fydrych odpowiadał także za nazwę grupy, tłumacząc po prostu, że pomarańczowy jest kolorem uzyskiwanym przez wymieszanie czerwieni (barwy komunistów) z żółcią.

Studenci przeciwko władzy

Zanim jednak Pomarańczowa Rewolucja na dobre zapisała się w świadomości Polaków, dochodziło do wielu innych prześmiewczych i często spontanicznych akcji z udziałem młodych ludzi. I tak na przykład w jednym z warszawskich domów studenckich zgaszono pewnego razu światła w pokojach w taki sposób, aby ułożyły się one w napis „NSZ” (Niezależne Zrzeszenie Studentów). Była to akcja o tyle śmiała, że przeprowadzono ją w 1982 roku, już po rozwiązaniu stowarzyszenia. Bardzo aktywny opór wobec władzy prowadziła grupka studentów matematyki z Torunia którzy wrzucali m.in. do skrzynek pocztowych druki z wierszami satyrycznymi.

W tym samym czasie w obiegu podziemnym zaczynały krążyć kasety z piosenkami wyśmiewającymi absurdy PRL-u. Pod koniec stanu wojennego furorę robiły nagrania skomponowane przez dwóch toruńskich studentów oraz lekarza i naukowca. Wszystkie utwory składały się na kasetę o prowokacyjnym tytule „Na wzwodzie”. Organizowano także nietypowe akcje, które można by określić mianem festiwali piosenki opozycyjnej. Utwory były wykonywane zazwyczaj w klubach studenckich oraz budynkach kościelnych. W 1982 roku na Uniwersytecie Łódzkim zaczęły odbywać się cykliczne Zloty Weteranów Piosenki Studenckiej - Łódźstock,

Niecodzienne happeningi z muzyką w tle zaczęto organizować również przy użyciu płyt z hymnem ZSRR oraz radzieckimi piosenkami wojennymi. Andrzej Bokiniec i Leszek Kucharski z toruńskiego Domu Studenckiego nr 3 zaczęli z czasem puszczać radziecki hymn codziennie rano, co miało stanowić formę pobudki dla mieszkańców całego osiedla. Pod koniec kwietnia 1982 roku sowieckie melodie doprowadziły w Toruniu do spontanicznego happeningu, w ramach którego tłumy ludzi zaczęły wykrzykiwać hasła „Wrona skona” czy „Jaruzelski smok wawelski”. Ponadto z okien wyrzucano podpalone gazety, a po pewnym czasie - także wszystkie przedmioty w kolorze czerwonym. Cała akcja skończyła się na rewizjach osobistych w pokojach, przeprowadzanych przez wiele godzin przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej.

Czynny opór

Nie zawsze jednak uliczne akcje opozycjonistów ograniczały się wyłącznie do niewinnych żartów. Członkowie powstałej w 1982 roku w Warszawie organizacji „Grupy Specjalne RKW” zasłynęli z radykalnych działań, które nie tylko miały ośmieszać władzę, ale również uprzykrzać życie jej zwolennikom. Czynny opór wiązał się na przykład z zasmradzaniem substancjami chemicznymi budynków publicznych oraz mieszkań donosicieli. Jednymi z najsłynniejszych akcji tego typu był m.in. „atak” na teatr „Syrena” z 29 października 1982 roku czy zagazowanie granatem łzawiącym Kolegium ds. Wykroczeń.

Czytaj także:
Humor, który przerażał komunę

Po zakończeniu stanu wojennego celem akcji grup specjalnych stali się sędziowie odpowiedzialni za wysokie wyroki wobec opozycjonistów. Członkowie organizacji niszczyli ich samochody, malowali napisy na drzwiach ich domów czy rozpowszechniali w miejscu zamieszkania ulotki informujące o niechlubnej działalności danego sędziego. Znakiem rozpoznawczym radykalnych opozycjonistów stały się także akcje polegające na montowaniu w przestrzeni publicznej urządzeń nagłaśniających, z których emitowano następnie audycje podczas manifestacji oraz ważnych rocznic. Wreszcie, organizacja zajmowała się produkcją petard oraz kolców do przebijania opon, które w razie potrzeby były wykorzystywane na demonstracjach przeciwko ZOMO.

Badanie nastrojów społecznych

Ciekawą – choć nie tak widoczną jak akcje uliczne – inicjatywą były także próby badania przez opozycjonistów opinii społecznych wiązanych z działaniami władzy. Ze względu na niejawny charakter analizy te nie mogły być oczywiście prowadzone na tzw. grupie reprezentatywnej, jednakże stanowią dziś niezwykle cenne źródło wiedzy o nastrojach panujących wówczas w niektórych zakładach pracy. Jesienią 1982 roku utworzono w ramach konspiracyjnej struktury „Armenia”, działającej w ramach RKW Mazowsze, specjalną grupę socjologów o kryptonimie „Zespół”. W jej skład weszli wybitni naukowcy, w tym m.in. Barbara Fedyszak-Radziejowska, Izabela Sendłak i Tadeusz Zembrowski z Politechniki Warszawskiej oraz Tadeusz Burger z Instytutu Kształtowania Środowiska.

Na rzecz „Zespołu” działali specjalni obserwatorzy, których zadaniem miało być dostarczanie informacji o nastrojach panujących w ich środowisku – głównie miejscach pracy. Raz w miesiącu wypełniali oni ankiety przygotowane przez socjologów, w których odpowiadali na pytania dotyczące m.in. opinii na temat władzy oraz działalności podziemnej opozycji. Wyniki badań – choć nieprecyzyjne - pokazywały, że w zakładach pracy, na uczelniach i lokalnych społecznościach występuje wcale niemały (wynoszący od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu procent) odsetek osób, które popierają „Solidarność”. Byli wśród nich aktywni działacze opozycji demokratycznej, ludzie regularnie czytający podziemną prasę i opłacający składki oraz uczestnicy manifestacji. Dane zbierane pieczołowicie przez „Zespół” pozwalały wierzyć, że dalszy opór i akcje skierowane przeciwko władzy komunistycznej mają sens.

Więcej wspomnień