Galeria sztukiGitary przeciw milicyjnym pałom. Rock walki z komuną

Gitary przeciw milicyjnym pałom. Rock walki z komuną

Podobizna Grzegorza Ciechowskiego (Obywatel GC, Republika)
Podobizna Grzegorza Ciechowskiego (Obywatel GC, Republika) / Źródło: Wikimedia Commons / Fot: Tookapic
Dodano
Podobno im gorszy kryzys, im większy marazm, im mniej wolności – tym dynamiczniej rozkwita sztuka. Najlepszym potwierdzeniem tych słów jest słynny boom polskiego rocka. Muzyka oparta na buncie, indywidualizmie i szczerości, wykiełkowała na gruncie wijącego się w konwulsjach PRL-u.

Adam Adamczyk

Korzenie rodzimego rocka sięgają głębiej niż do lat 80., lecz przez długi czas nie potrafił on wybrzmieć z należytą mocą. Poszczególne zespoły jak gdyby dopiero badały teren i nabierały rozpędu, powoli kształtując swój styl. Szlaki przecierali Skaldowie, Czerwone Gitary, Niebiesko-Czarni oraz Czesław Niemen. Jednak mimo paru perełek (album Enigmatic Niemena) Polacy nie znaleźli swoich Beatlesów, zaś dekada lat 70-tych minęła w lżejszych rytmach: disco, popu, a dla ambitniejszych – jazzu lub bluesa. Co prawda na horyzoncie pojawiła się lublińska Budka Suflera oraz bluesowo-rockowe SBB (Silesian Blues Band, przemianowany na Szukaj, Burz, Buduj) z Siemianowic Śląskich – jednak to wciąż było zbyt grzecznie, konwencjonalnie, bez kontrowersji. Sygnałem do nadchodzącej rewolucji stało się powołanie do życia w 1978 roku Muzyki Młodej Generacji. Był to twór trudny do zdefiniowania. Pełnił rolę zarówno organizacji managerów i muzyków dostrzegających nadciągającą rewolucję, jak i swoistego nurtu artystycznego.

I tak początek nowej dekady okazał się jednocześnie zaczątkiem nowej epoki w polskiej kulturze muzycznej i młodzieżowej. Pomysłodawcy Muzyki Młodej Generacji, wraz z Telewizją Polską, postanowili dać wchodzącemu w dorosłość pokoleniu festiwal jakiego jeszcze nie było. Pełny ostrzejszych i alternatywnych brzmień, goszczący największe gwiazdy estrady, ale jednocześnie promujący muzyczne nowinki. Tak właśnie, w czerwcu 1980 roku opodal Kalisza rozpoczął się pierwszy Przegląd Muzyki Młodej Generacji – czyli po prostu Festiwal w Jarocinie.

Nie bez znaczenia pozostawały inne bigbitowe imprezy. W tym samym roku Toruń gościł pamiętny Festiwal Muzyki Nowofalowej, gdzie swój marsz na szczyt rozpoczęła Republika. Poznaniacy mieli swoją Rock Arenę, łodzianie Rockowisko, zaś wrocławianie koncerty Rocka na Wyspie. Nawet słynne Opole nie pozostało bierne i zaczęło chętniej promować odważniejszych wykonawców. Jednak to Jarocin zmienił układ sił. Był prawdziwą Mekką – uświadamiał fanom rocka i alternatywnego stylu życia z całego kraju, że nie są sami. Każda edycja oferowała słuchaczom występy największych gwiazd – z jednej strony – oraz konkurs talentów z drugiej. Nowe grupy po przejściu wymagających eliminacji miały realną szansę na ogólnopolską karierę. Możliwość tą wykorzystało zresztą wielu artystów, którzy nierzadko pozostawali na szczycie przez długie lata.

Kora dała czadu

W przełomowym 1980 roku, najpierw w Jarocinie, a zaraz potem w Opolu, popis dała grupa Maanam (wcześniej Maanam Elektryczny Prysznic). Charyzmatyczna Kora (właść. Olga Jackowska) – partnerka założyciela zespołu, Marka Jackowskiego – porwała tłumy surowym, ale żywiołowym wykonaniem przeboju Boskie Buenos.

Poza Maanamem w eterze pojawił się Porter Band (wcześniej związany z Jackowskimi), Kombi, Kasa Chorych, Exodus i Krzak. Ogółem, zainteresowanie nowym festiwalem zgłosiło aż 65 kapel (w kolejnych edycjach liczba ta przebijała 300!), z których kilkanaście najlepszych przeszło kwalifikacje. W konkursie talentów udział wziął – wkraczający na profesjonalne tory – Dżem z Ryśkiem Riedlem, który jednak przegrał finałową batalię z Ogrodem Wyobraźni. Swój debiut, za sprawą Nocnych Szczurów z Władysławowa, zaliczył także punk inspirowany zagranicznymi sukcesami Sex Pistols. Swoją szansę na debiut stracił natomiast tworzony przez nasto- i dwudziestolatków Kryzys (późniejsza Brygada Kryzys). Jak głosi plotka, rockmani nie dotarli do Jarocina, ponieważ… basista nie dostał zgody na wyjazd od rodziców.

Zresztą, początki rodzimego punk rocka – również przypadające na przełom lat 70. i 80. – siłą rzeczy nie mogły być usłane różami. Bo czy artyści kontestujący rzeczywistość, agresywni w formie i treści, mogli być w pełni akceptowani przez komunistów? Oczywiście nie, a cenzura sięgała nie tylko tekstów piosenek, ale nawet nazw zespołów! Dosadnie przekonała się o tym wspomniana Brygada Kryzys, której występ na jednej z imprez, organizatorzy uzależnili od zmiany lub skrócenia nazwy do Brygada K. Dla młodych punkowców taki kompromis był nie do przyjęcia, co przypłacili odsunięciem od koncertów i w niedalekiej przyszłości rozwiązaniem grupy. Tego błędu nie popełnili członkowie SS-20. Nazwa pochodząca od oznaczenia sowieckiej rakiety balistycznej Pionier – jednego z symboli zimnowojennych zmagań – została przeformowana na Dezertera. Swoją strategię wobec nowych form artystycznego wyrazu opracowała również propaganda. O młodzieżowej muzyce mówiono raczej niewiele, a jeśli już, to głównie artykułując przestrogi. Widzowie emitowanego w TVP programu Camerata mogli m.in. usłyszeć, że popularność punk rocka „z całą powagą uświadamia, jak wielkie szkody uczynił lekceważący stosunek władz oświatowych do spraw wychowania muzycznego i estetycznego w polskim szkolnictwie”.

W efekcie najbardziej hardkorowi wykonawcy początkowo nie liczyli na wielkie imprezy, trzymając się raczej klubów studenckich, na czele ze legendarnymi Hybrydami. Właśnie przy dzisiejszej ul. Złotej w Warszawie, schronienie w ciężkich momentach znajdowały takie zespoły jak Dezerter, Kult i T.Love. Jednak w końcu i oni wyszli z cienia.

Rok 1981

Mimo pewnych niedogodności, scena muzyczna rozwijała się lepiej niż dobrze. Koncerty organizowano wszędzie, zaś nowe kapele rosły jak grzyby po deszczu, również w mniejszych miastach. Te, które wybiły się dzięki Muzyce Nowej Generacji błyskawicznie uzyskały sławę i prestiż, w nielicznych tylko przypadkach blaknąc. Drugi Festiwal w Jarocinie przyniósł debiuty TSA (Tajne Stowarzyszenie Abstynentów) z Opola, Braku z Częstochowy oraz Opozycji (po roku przemianowanym na T.Love) z nastoletnim Muńkiem Staszczykiem. Kilka miesięcy później, podczas drugiego Festiwalu Grup Nowofalowych w Toruniu swoje przygody rozpoczęli TZN Xenna i Novelty Poland (późniejszy Kult).

Rockowa eksplozja idealnie zgrywała się z klimatem epoki. Muzyka oddawała narastające niepokoje społeczne, mówiąc głośno o tym, o czym wielu wolało milczeć.

Wtedy niespodziewanie, 13 grudnia 1981 roku gen. Wojciech Jaruzelski ogłosił wprowadzenie stanu wojennego na terenie całego kraju. Wydarzenie dezorganizowało życie każdego obywatela, ale muzykom szczególnie jawiło jako koniec świata. Grzegorz Ciechowski z Republiki wspominał: „Było takie partykularne myślenie. Chociaż przyszli rano po mojego byłego teścia, ja pomyślałem: k***a, co z koncertami? Padł strach, że to wszystko, co szykowaliśmy, runie”. Młodzi ludzie, którzy jeszcze kilka tygodni wcześniej występowali na scenie, podróżowali po kraju i nierzadko sympatyzowali z „Solidarnością” – nagle musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości. W świecie, gdzie radio unika rozrywki, wyjazd z miasta wymaga przepustki, wieczorami obowiązuje godzina milicyjna, a mężczyźni w wieku poborowym mogą w każdej chwili otrzymać powołanie do wojska.

Więcej wspomnień